To było szalone. Dzień zaczął się tragicznie. Miałam wstać o 4:45 bo o 5:40 musieliśmy jechać na busa, ale jak zwykle wyłączyłam w śnie komórkę i wstałam o 5:17.W 20 minut wykąpałam sie, wysuszyłam włosy, spakowałam się, ubrałam się i zjadłam śniadanie.
Wyjechaliśmy zgodnie z planem dobry kierowca, fajny bus wyposażony w radiostację na którym inni kierowcy prowadzili jajcarskie rozmowy, ale dzięki temu mogliśmy jechać niezgodnie z przepisami nie obawiając się panów z drogówki.
W Krakowie najpierw troche pojeździłyśmy komunikacją miejską aby dotrzeć na uczelnię, a potem już tylko do galerii. W sumie – około 5 godzin łaziłam po wszelkich sklepach, co ciekawe, na każdym pisało sale. dopiero 20 minut przed wyjściem trafiłam do fajnego sklepu gdzie mogłam sobie pozwolić na zakup ciuchów. Najcudowniejsze jest to, że kolejka do przebieralni była na pół sklepu. Jakoś mi się udało i wyszłam stamtąd z ubraniami, bo zwykle łażę całymi dniami i nic nie kupuję hehe
Z obolałymi nogami dotarłam na postój busów. Po jakimś czasie pojawił się kierowca naszego pojazdu- 9-osobowego. To nic, że rezerwację miało 11 osób. Ten bus nie miał już radiostacji, na szczęście posiadał wygodniejsze siedzenia niż poprzedni. Śmieszne- kierowca nie znał trasy do Sanoka i siadły koło niego dwie blondyny wertujące mapę. Wybrały cudowną drogę- przez wyżyny małopolski zahaczając o Beskidy. Mieliśy “ominąć korki”, a wyszło, że dojechaliśmy sporo po czasie. Koleś jechał na łeb i szyję, latałam po całym busie nie mogąc oprzeć się prawom fizyki i nadmiernej prędkości. Kierowca wyprzedzał na zakrętach, na górkach, na podwójnych ciągłych samochody szybsze od busa. To było fajne, ale dosyć stresujące
Szczęśliwi dotarliśmy do Sanoka, a tu naglę miły pan z drogówki zatrzymuje nas. Kierowca nie miał zapiętych pasów. Hahaha. Poza tym, nie miał pozwolenia na przewóz ludzi za kasę- młody był, pewnie kogoś zastępował. Biedaczysko. Tu kończy się mój wielki wypad na wakacje. Kto wie, może jeszcze gdzieś uda mi się wyskoczyć przed klasą maturalną?
